Zaproponowano mi nagranie kolędy na płytę, jednak nie wydaje mi się, aby było to jakieś wielkie przedsięwzięcie. To nie dlatego się waham- boli mnie co innego.
O całym pomyśle dowiedziałam się bowiem od osoby pośredniej, a nie od inicjatora- co prawda, to nie jego wina, zazwyczaj to ja nie mam czasu, ale... mógł chociaż wysłać wiadomość. Szkoda.
I kiedy tak dzisiaj podczas śpiewania w chórze zastanawiałam się nad całą sytuacją, rozbolało mnie gardło. Potem próba się skończyła, przyjechał po mnie tata.
Gdy wyjeżdżaliśmy, mieliśmy niegroźną stłuczkę, do domu wróciłam z opóźnieniem i zupełnym brakiem chęci do nauki. Jak wiele może się zmienić w przeciągu sekundy! Oczywiście nie twierdzę, że zwykle pałam miłością do szkoły, ale teraz to już całkowicie opanowała mnie myśl, że tak czy inaczej „vanitas vanitatum, et omnia vanitas" (Koh 1,2).

O mój bosz, szczęście, że nic ci nie jest, kochana :* Nwm, co bym zrobiła, gdyby coś ci się stało :***
OdpowiedzUsuńZnam to uczucie wypompowania... Walcz! To jedna z wielu walk, które w swym życiu będziemy musiały przejść :D
Nie zastanawiaj się, tylko nagrywaj :) Zasługujesz, a skoro cię poprosili, to łap okazję. Podzielisz się z ludźmi sobą, swoim talentem... Takie okazje trzeba wykorzystywać :) A że inicjator sam nie poprosił... Nie miał czasu i uznał, że forma pisemna będzie źle odebrana. Załóżmy taką teorię i jej się trzymajmy ;)
Cudeńko moje, zarywam wieczór dla cb, mam nadzieję, że to docenisz :P
Żartuję, kocham cię :*****
HAK
Dużo żelków życzę
Żelcio
Ps. Wyłącz, proszę, weryfikację obrazkową, bo dodawanie komentarzy trwa 2 razy dłużej :P