Coraz szybciej zbliża się ten straszny moment. Maj 2017. Moja matura.
Czy się stresuję? Bardzo. Bo czy to nie idiotyzm, że w ciągu paru godzin mają sprawdzić wiedzę zdobywaną przez lata nauki? Boję się, że spanikuję. Zapomnę wszystkiego, rozpłaczę się lub ucieknę. Najlepiej wszystko naraz.
Co zrobić, żeby nie zwariować? Może nie jestem najwłaściwszą osobą do udzielania porad, dlatego po prostu publikuję tu moje sposoby- w skrócie, bo czasu jest mało i z przymrużeniem oka- bo tak trzeba patrzeć na świat.
1) Melisa. Duuużo melisy. Najlepiej suszona, z doniczki albo prosto z pola. Pech, że akurat spadł śnieg. Wtedy jest jeszcze melisa w torebkach, a nawet w tabletkach (może to zdrowsze od jakichś nerwostopów czy coś). No i cukierki o smaku melisy- może sam skład nie uspokaja, ale są całkiem smaczne 😃
2) Sen. Wspomaga wzmocnienie pamięci i proces uczenia się. Również uspokaja i pomaga zapomnieć o problemach. No chyba że śnią nam się ciągi i wszelkie matematyczne zło. Ale to się zdarza.
3) Czekoladaaa. Czekolada nie pyta. Czekolada rozumie. Chyba że ktoś nie lubi. Ale to się nie zdarza.
4) Odpoczynek przy tym, co lub kto daje szczęście.
Muzyka, rodzina (byle nie rozmowy o maturze), książki (może lektury do nadrobienia, czasem nawet one mogą odprężyć).


