środa, 19 kwietnia 2017

Jak się uczyć na 2 tygodnie przed maturą

Coraz szybciej zbliża się ten straszny moment. Maj 2017. Moja matura.
Czy się stresuję? Bardzo. Bo czy to nie idiotyzm, że w ciągu paru godzin mają sprawdzić wiedzę zdobywaną przez lata nauki? Boję się, że spanikuję. Zapomnę wszystkiego, rozpłaczę się lub ucieknę. Najlepiej wszystko naraz.

Co zrobić, żeby nie zwariować? Może nie jestem najwłaściwszą osobą do udzielania porad, dlatego po prostu publikuję tu moje sposoby- w skrócie, bo czasu jest mało i z przymrużeniem oka- bo tak trzeba patrzeć na świat.

1) Melisa. Duuużo melisy. Najlepiej suszona, z doniczki albo prosto z pola. Pech, że akurat spadł śnieg. Wtedy jest jeszcze melisa w torebkach, a nawet w tabletkach (może to zdrowsze od jakichś nerwostopów czy coś). No i cukierki o smaku melisy- może sam skład nie uspokaja, ale są całkiem smaczne 😃


2) Sen. Wspomaga wzmocnienie pamięci i proces uczenia się. Również uspokaja i pomaga zapomnieć o problemach. No chyba że śnią nam się ciągi i wszelkie matematyczne zło. Ale to się zdarza. 

3) Czekoladaaa. Czekolada nie pyta. Czekolada rozumie. Chyba że ktoś nie lubi. Ale to się nie zdarza.

4) Odpoczynek przy tym, co lub kto daje szczęście.
Muzyka, rodzina (byle nie rozmowy o maturze), książki (może lektury do nadrobienia, czasem nawet one mogą odprężyć).

A JAK SIĘ UCZYĆ???

-szybko, bo mało czasu
-skutecznie, dla satysfakcji          
-bez nerwów, choć się nie da                                 -wdech                                                                   -wydech                                                                                                                                    Wracam do nauki, buźka :*

wtorek, 27 grudnia 2016

Ach, jak pięknie się rodzić...

Wszystkiego dobrego!

Powiecie pewnie, że święta już za nami. Ale Święta nadal trwają. I jeśli tylko będziemy chcieli, będą trwały cały rok. Bo nie chodzi o prezenty, opłateczki, choineczki, barszczyki z uszkami, obżarstewka. Nawet nie o składanie sobie życzeń. Chociaż wiadomo, kochajmy się i życzmy sobie jak najlepiej. Ale tak na co dzień, nie traktujmy czasu spędzanego z bliskimi jako ewenement. 


Jako że tekst świąteczny, to i nie może zabraknąć ,,Istoty" Bożego Narodzenia. Przed wiekami urodził się Jezus. Każdego ostatniego miesiąca roku (w sklepach tuż po 1 listopada) przypominamy sobie ten fakt, czekamy na Jego powtórne przyjście. I znowu. Czy Bóg nie powinien stale rodzić się w naszych sercach? Czy nie powinniśmy być przygotowani, bo ,,nie znamy dnia ani godziny"?



Skąd tytuł tego wpisu? Z kolędy, jednej z moich ulubionych (choć znam ją dość krótko). Wiele kontrowersji wzbudziła, a ja tak naprawdę nie rozumiem dlaczego. Że Bóg-Afrykaniątko, że Bóg-Polak, a wreszcie Bóg-skrzat? Jakaś grupa ludzi ubzdurała sobie, że piosenka jest jakimś rodzajem manifestu, że jest o emigrantach, a już najbardziej rozbawiło mnie stwierdzenie, że nawiązuje do homoseksualistów. Czemu? Z powodu tęczy. A przecież w Biblii tęcza jest symbolem przymierza- kto nie wierzy, niech sprawdzi (Rdz 9, 8-15). Jeśli chodzi o emigrantów oraz narodowość: Jezus był Żydem, w pewnym sensie emigrantem- dla Kogo nie było miejsca w żadnej gospodzie, Kto uciekał przed Herodem do Egiptu? No właśnie. Kochajcie- nie tylko od święta, nie tylko w Święta. Tyle w temacie, teraz posłuchajcie.



Pozdrawiam, Katarzyna.













                                                                            <autorskie>

środa, 21 września 2016

Wartość życia przedstawiona w filmie

Wczoraj oglądałam film. Początkowo byłam zniechęcona jego długością i tym, że miałam problemy z odtwarzaniem. Mimo to, udało się. Obejrzałam uważnie całość i nie żałuję.

Bo czy porównanie życia do pudełek czekoladek nie jest wyśmienite?
Czy dążenie do celu bez podania przyczyny nie uczy wytrwałości?
Czy wreszcie subtelne ,,gówno się zdarza" nie mówi o tym, że czasem należy olać zmartwienia?

Dla tych, którzy jeszcze nie wiedzą. Film nosi tytuł ,,Forrest Gump".
Miałam zamiar się rozpisać, nie zrobię tego. Polecam po prostu obejrzeć :)

                                                                                                @, do usłyszenia

niedziela, 31 stycznia 2016

Nie narzekaj!

Życie nigdy nie było czymś łatwym. Niezależnie od czasu, miejsca, płci czy wieku, człowiek skazany jest na trudy. Każdy popełnia błędy. Nie? Rzuć kamieniem!

Ostatni tydzień był u mnie jedną wielką porażką. Powiem tyle: w poniedziałek uszkodziłam sobie kręgosłup. Spokojnie, nic poważnego. Potem po kolei pojawiały się problemy psychiczne. Ale po tym upadku, z wielkim bólem pleców, uświadomiłam sobie nie tylko te trudy życiowe, ale zrozumiałam, że naprawdę nie powinnam tyle narzekać. Kręgosłupa nie złamałam, umiem mówić (choć często powinnam ugryźć się w język).

Okej, ludzie, ponarzekajcie na mnie. Ja nie zamierzam. Nie w tej chwili :)

Tym optymistycznym akcentem rozpoczynam nowy rok blogowania. Dziękuję za poprzedni i proszę, bądźcie ze mną, czytajcie i komentujcie, postaram się Was nie zawieść.

@@@

czwartek, 24 grudnia 2015

Świąteczna bieganina + życzenia

Święta. Kolejne rodzinne kłótnie, zamieszanie, płacz. Co roku obiecujemy sobie, że następnym razem ze wszystkim zdążymy, że nikomu nie uda się wyprowadzić nas z równowagi. A tymczasem zbyt mała kuchnia, złe samopoczucie, pędzący czas... To ponad nasze siły.
Oczywiście, nie jestem bez winy, bardzo nie lubię sprzątać, szczególnie na święta, kiedy wszystko musi być ,,na błysk". A ja, jako bardzo praktyczna osoba (artykuł zawiera elementy sarkastyczne), stwierdza, że wkrótce znów się pobrudzi. I tak w kółko.
Jestem zbyt uparta, może brakuje mi ambicji, za co muszę przeprosić bliskich.
Tak, potrzebuję się zmienić. Robię to, ale małymi krokami.

Chcę Wam krótko życzyć:
 -abyście biegając dookoła świąt, nie przegapili Najważniejszego. Jezusa.
-miłości i zgody, nie tylko od święta
-radości z życia
-samoakceptacji.

Pozdrawiam serdecznie, Katarzyna

wtorek, 8 grudnia 2015

Pojęcia względne

W starożytności sofiści twierdzili, że wszystko jest względne. Sokrates za sprzeciwienie się tej teorii musiał wypić. Truciznę, naturalnie.

Dla mnie względna jest ,,normalność" oraz pamięć. Pierwsze z tych pojęć- nie podlega dyskusji, że każdy inaczej postrzega człowieka normalnego. Nie ma konkretnego wytłumaczenia. Chyba że chodzi jedynie o normy społeczne i obyczajowe- wobec nich z pewnością nie jestem normalna. Zresztą jak większość z nas.
I wiecie? Nie lubię tego słowa. Normalny! Ciekawe, kto na to wpadł. Może, wbrew pozorom i definicjom, ktoś nie całkiem ,,normalny". Proszę bardzo, wolę być nazywana zwyczajną albo wariatką. To różnica. Mam nadzieję, że rozumiecie (przynajmniej częściowo), co mam na myśli.

A pamięć? Nie lubię ,,wkuwania", wielu faktów (choćby historycznych) nie pamiętam. Próbuję, ale nie daję rady, między innymi przez brak czasu. Przyzwyczaiłam  się do tego.
Ale, o ironio, nie zapominam o tym, o czym wolałabym nie myśleć.
W jednym z wpisów z zeszłego roku pisałam, że jestem zakochana. Niestety, to aktualne. Przeszkadza mi pamięć. Może to NORMALNE? Już sama nie wiem.

Pax ;)

*ten wpis zawiera wiele powtórzeń na potrzeby nadania mu większego sensu

sobota, 5 grudnia 2015

Panna Katarzyna ma Instagrama

No czołem, kochani, panna Katarzyna właśnie zorientowała się, że jej blog ma już ponad rok (urodzinki były 24.11).
Z tej okazji chcę Wam przedstawić coś nowego- mojego instagrama. To na nim przedstawiam sporo momentów mojego życia, więc jeśli jesteście ciekawi, co się u mnie działo lub dzieje, zapraszam :)

https://www.instagram.com/pannakrzyk/

***
Od tej pory linka do instagrama (podobnie jak do blogowego facebooka) znajdziecie na prawym pasku bocznym :)